Tworzę przestrzeń dla kobiet, które chcą uwolnić się od musizmu, powinnizmu i trzebofilii.
Poznajmy sięWiesz… Przez rok żyłam inaczej. Inaczej niż wdrukowało mi dotychczasowe środowisko, społeczeństwo, wiara. Oczekiwania rodziny, przyjaciół, partnerów, pracodawców i całej reszty otaczającego mnie systemu tak bardzo mnie wypaliły, że z serca został mi się tylko popiół. Przynajmniej takie miałam wrażenie.
Rzuciłam więc wszystko i kupiłam bilet w jedną stronę do Azji. I nagle okazało się, jak bardzo moja wymarzona przez całe życie podróż okazała się zwykłą ucieczką… Od samej siebie uciekałam! Od niewypowiedzianych emocji, stłumionego bólu, traum, napięcia, braku pewności, wizji wyidealizowanej prawdziwej miłości w czasach sztucznej inteligencji.
Poczułam, jak z każdą lekcją odbytą w drodze odradza mi się serce. Tajlandia, Indonezja, Malezja, Singapur i Wietnam każdego dnia budowały je na nowo. Teraz chcę tego dla każdej kobiety, którą dane mi będzie spotkać. I wybacz cytowany na potęgę na Instagramach frazes „Wszystko czego potrzebujesz jest już w Tobie", ale jak poczujesz w ciele tę prostą prawdę, to wszystko wokół Ciebie się zmieni.
Każdy warsztat to żywe doświadczenie, nie wykład. Prowadzę małe, kameralne grupy kobiet, w których możesz poczuć się bezpiecznie i wreszcie odetchnąć.
90 minut, które przełączą Twoje ciało z trybu stresu w tryb spokoju. Poznasz piękne techniki regulacji układu nerwowego. Zapamiętasz je nie głową, tylko ciałem.
Czytaj dalej →I to nie o afirmacjach w lustrze, które powtarzasz bez przekonania. Zacznij budować relację ze sobą przez ciało, granice i szczerość wobec siebie.
Czytaj dalej →Warsztat o tym, jak słuchać i odczytywać sygnały swojego ciała zanim zamienią się w ból i wypalenie. Pokażę Ci, jak uważniej obserwować siebie, co zrobić, by poczuć swoją własną energię.
Czytaj dalej →Kilka dni z dala od codzienności, w pięknym miejscu, z grupą kobiet gotowych na prawdziwą transformację.
Bardzo osobisty monolog wypowiedziany. O kobiecości, podróży do siebie, zmianie. Pisane tak, jak mówię. Własnym głosem. Czytane tak, jak czuję. Własnym ciałem.
kliknij, żeby czytać
Monolog wypowiedziany. Adriana
Siedziałam na plaży pod znamienną nazwą Zen, na Koh Phangan w Tajlandii. I mimo całej tej hipisowskiej atmosfery panującej dookoła, wcale zen się nie czułam. Sama nie wiedziałam co dzieje się w moim ciele, chociaż mieszanka tej chemii wydawała się być tak znajoma. Dopiero niedawno zaczęłam obserwować co się dzieje w moim środku… Ale ja nie o tym.
Myślałam, że wiem co robię. Rzuciłam pracę, bo idea i misja nie chciały spłacać mi kredytu. Przy ciągłej niezgodzie z samą sobą nie da się pracować efektywnie dla siebie. Tylko czy praca na własny rachunek da mi to, czego szukam i jakie ja mam do cholery doświadczenie w tym zakresie?
Coś tam zaoszczędziłam, więc poduszeczka finansowa jakaś była. W dodatku jeszcze do września będą mi płacić, więc mam czas. Czas na rozkręcenie własnego biznesu, który ciągle chodził mi po głowie od momentu, w którym zdałam sobie sprawę, że nie nadaję się do korpo. I do wojska. Ani do żadnej innej instytucji państwowej typu szkoła publiczna. Ale czy nadaję się na swoją własną szefową? Czy wątpliwości co do tego, czy podjęłam dobrą decyzję pozostaną ze mną już na zawsze?
Znasz to uczucie, kiedy serce zaczyna walić Ci jak oszalałe? Twój oddech przyspiesza, a w gardle masz kluchę wielkości pięści? Jesteś bliska płaczu i chyba ataku paniki, a myśli wirują Ci w głowie, jakby ktoś włączył wirowanie na pełnych obrotach? Do tego, mimo wszystko w ukropie tajskiego zachodu słońca przechodzą Cię ciarki i przeszywa fala zimna? To właśnie poczułam i nie był to ostatni raz w trakcie tej podróży.
I siedziałam tak na tej plaży. Zen w nazwie, chaos w głowie. Siedziałam też na szczytach gór, w jaskiniach, nad strumieniami rzek i taflami jezior i patrzyłam, jak w tym chaosie po raz kolejny zachodzi słońce.
kliknij, żeby zamknąć
kliknij, żeby czytać
Monolog wypowiedziany. Adriana
Poznałam go na plaży Zen, na tajskiej wyspie. Do dziś nie wiem, dlaczego te jego lekko zmrużone, brązowe oczy, kiedy to zapytał mnie o imię, zrobiły na mnie takie wrażenie. Przecież on wcale nie jest w moim typie, wiesz? Mimo iż minęło już tyle czasu! Uwierzysz w to? Tyle czasu cholera minęło, a ja dalej z detalami pamiętam tę scenę.
„Życie jest magiczne, czyż nie?" zapytał cicho, jakby wprost do ucha, subtelnym szeptem, jakąś godzinę później, gdy po raz kolejny w tym tygodniu z niedowierzaniem patrzyłam na to niebo. Jakby je ktoś zalał farbami we wszystkich odcieniach pomarańczowego i pomieszał z różem. Moim ulubionym. Stanął za mną. Daleko na tyle, żeby mnie nie dotknąć, blisko na tyle, żeby poczuć jego słowa na karku.
Kilka dni później sama, na innej plaży wgapiałam się w przestrzeń. Przede mną tylko woda i słońce powoli zbliżające się do tej spokojnej tafli. I znowu róż zatańczył mi przed oczami, mieniąc się lekko fioletem. I tak, widzieliśmy się przelotem kilka razy, od kiedy nasze oczy po raz pierwszy się spotkały.
I wiesz? Sama nie wiem, czy właśnie wtedy przeszedł mnie dreszcz z tej magii zachodzącego na moich oczach słońca, czy też właśnie zorientowałam się, jak bardzo mocno mnie odkleiło, bo kolejny dzień z rzędu myślę o kimś, kto nie ma pojęcia, że myślę o nim. Tak mocno chciałam ukryć ten fakt. Przed nim? Nie! Przed samą sobą! Więc grzecznie stłumiłam to uczucie, bo przecież nie będę szaleć za facetem. I zaczęłam rozmyślać o innych, magicznych teoriach swojego życia.
„To się nie dzieje!" pomyślałam. Ja nawet oczu nie muszę zamykać, by widzieć jego oczy. Te zmróżone, brązowe, głębokie, przepełnione nieznanym mi spokojem. Wielka pomarańcza zaczynała właśnie swą kąpiel w Zatoce Tajlandzkiej. „Zaraz zniknie, jak Ty" powiedziałam na głos w stronę słońca. Ale to nie była prawda.
kliknij, żeby zamknąć
kliknij, żeby czytać
Monolog wypowiedziany. Adriana
Strasznie strome te schody były, wiesz? I jak sobie przypomnę, że 4 piętra musiałam schodzić do prywatnej plaży, to dziękuję wszechświatowi, że dał mi mieszkać w tej tajskiej rezydencji przez ponad dwa miesiące i to całkowicie za darmo!
Czy Ty też tak masz, że jak sobie już coś postanowisz, to choćby skały skakały, to i tak dojdziesz tam, gdzie chcesz? U mnie to takie częste! Ale widzę to dopiero z odpowiedniej perspektywy czasu, bo inaczej widzę same upadki, zdarte łokcie i posiniaczone kolana.
Kiedyś postanowiłam, że chcę wyjechać do Hiszpanii na staż. Oferta jakby spadła mi z nieba. Później chciałam dostać się na projekt na uniwersytet w Porto w Portugalii, a jakiś rok temu ubzdurałam sobie, że kupię bilet w jedną stronę do Azji i będę podróżować. Zgadnij co się stało!
Ile razy to klęłam na te schody! Za każdym razem, jak potykałam się po drodze w dół, przeszywał mnie dreszcz na samą myśl, że mogę stracić wszystkie zęby, skręcić kark i tym podobne historie. Albo jak wchodziłam na samą górę, po drodze gubiąc klapki, czy kapelusz. Nie wiedziałam ani piękna fal za sobą, ani słońca nad sobą, ani tego ile razy bezpiecznie już wróciłam na brzeg po nurkowaniu. I złościłam się na siebie za te głupoty, pozwalałam sobie na bluzgi w swoim własnym kierunku. Wkurzało mnie wtedy to, że jestem sama.
Jak popatrzę na to z dzisiejszej perspektywy chłodnego, deszczowego, czerwcowego poranka w Polsce, to z jednej strony chce mi się śmiać, a z drugiej widzę jeszcze wyraźniej, jak bardzo zmieniła mi się perspektywa. I wiesz, teraz dziękuję schodom za ich stromość zanim zacznę się wspinać. Namaste schody, namaste drogo, namaste zmiano.
kliknij, żeby zamknąć
Kontakt
Masz pytanie o warsztat, wyjazd lub chcesz po prostu porozmawiać? Odpisuję osobiście. Zawsze.
świat odklejonej